Blog > Komentarze do wpisu
smaki dzieciństwa

Niejednokrotnie w pamięci, powracam do smaków, które wywarły na mnie największe wrażenie. Smaków i potraw mojego, beztroskiego dzieciństwa. Przypadającego na przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, jak by to nie zabrzmiało, ubiegłego wieku. Starając się  jakoś je uporządkować, próbowałem ułożyć moją prywatną listę dziecięcych przebojów kulinarnych. I tak nigdy nie zapomnę  ruskich pierogów cioci Gieni. Pamiętam do dzisiaj, każda wizyta w Głuchołazach zaczynała się i kończyła wielką ucztą pierogową. Pamiętam kuchnię pachnącą smażoną cebulką i niezliczoną ilość pierogów porozkładanych na szafkach i przykrytych płóciennymi ściereczkami. Wielki stół przy którym graliśmy w remibrydża i jedliśmy pierogi. I jeszcze ciocia Hania z jej „trusiaj, trusiaj” i tak potrafiłem „wtrusiać” nawet dwadzieścia pierogów na jedno posiedzenie. Bezsprzecznie moje pierwsze kulinarne uniesienie. Kolejnym daniem był tort, który babcia Irma robiła na każdą rodzinną uroczystość. Był to prosty klasyczny tort, biszkopt przekładany waniliowym kremem budyniowym, dokładnie takim jak do  karpatki. To co stanowiło o jego wyjątkowości to płatki owsiane, którymi był od spodu po wierzch obsypany. Patent polegał na tym, że po wcześniejszym przesianiu płatków przez cedzak, (babcia przesiewała przez durszlak) były one prażone w karmelu. Smakowały o niebo lepiej niż jakiekolwiek orzeszki. No i oczywiście sałatka ziemniaczana, cudownie prosta, cudownie smaczna, do dzisiaj przebój każdej wigilii w moim rodzinnym domu, podajemy ją ze smażonym karpiem saute.  Do jej przygotowania potrzebne są ugotowane w mundurkach ziemniaki ( koniecznie kleiste sałatkowe), cebula, majonez,zielona pietruszka, łyżka białego octu, sól, pieprz i odrobina wody mineralnej do nadania sałatce odpowiedniej konsystencji. I rzecz najważniejsza ziemniaki muszą być pokrojone w cieniutkie talarki, absolutnie żadna kostka nie wchodzi w grę. Moje pierwsze frutti di mare to smażone przez tatę kalmary, złociste i mięciutkie posypane grubą solą. Smak soku ananasowego z puszki, które ojciec przywoził z rejsów. Chałwa baltonowska, do dzisiaj nie mogę znaleźć żadnej o smaku choćby zbliżonym do tej z dzieciństwa. Pamiętam jeszcze cwibak, przepis na to ciasto przywieźliśmy z Głuchołaz mama piecze go do dzisiaj. Jest to rodzaj keksu z wyraźną przewagą orzechów włoskich , bardzo długo zachowuje świeżość. Pamiętam też przyprawy które zrobiły na mnie wtedy wrażenie. Po pierwsze  kminek, wyraźnie pamiętam go z solanek, które mama smarowała masłem i z taką kanapką wypuszczała mnie na podwórko. Kminek pamiętam też w gołąbkach które robiła moja babcia, (bardziej, była to, tak jak robią  w Alzacji  faszerowana mięsem kapusta),  pieczone posypane kminkiem, w pierniku podawane z białym śmietanowym sosem. Świeży czomber w eintopfie z zielonej fasolki szparagowej. Oraz pima przywieziona przez ojca z Afryki, bardzo ostra papryka w proszku. Pima była również składnikiem mojej ulubionej z dzieciństwa konserwy, Paprykarzu Szczecińskiego.

                   

Paprykarz szczeciński został opracowany w połowie lat 60-tych przez pracowników laboratorium PPdiUR Gryf w którym pracował mój ojciec. Pierwowzorem paprykarza szczecińskiego była afrykańska potrawa czop-czop, którą na początku lat 60. zdegustowali technolodzy z polskich statków podczas pobytu w portach u wybrzeży Afryki Zachodniej. Poza mięsem (uzyskiwanym ze ścinków powstałych przy krojeniu zamrożonych bloków rybnych w kostki) w ilości 50% zawartości puszki konserwowej z różnych gatunków afrykańskich ryb (m.in. gowik i pagrus), w pierwotnym oryginalnym paprykarzu szczecińskim była pulpa pomidorowa sprowadzana z  Węgier, ostra afrykańska papryczka pima, warzywa i przyprawy. Paprykarz szczeciński eksportowano do 32 krajów. W Kolumbii podrobiono paprykarz szczeciński i produkowano podobny wyrób, m.in. również na eksport do krajów sąsiednich. Teraz już paprykaża do ust nie biorę, ale tan z lat siedemdziesiątych cały cas mam w pamięci.

http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/magazyn_011026/magazyn_a_11.html?k=on;t=2001010120011231

sobota, 08 listopada 2008, szylink

Polecane wpisy

  • świąteczny indyk

    Normal 0 21 false false false MicrosoftInternetExplorer4 <!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Verdana; p

  • chorwackie pyszności

    Normal 0 21 false false false MicrosoftInternetExplorer4 <!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Verdana; p

  • gorki likier pelinkovac

    Normal 0 21 false false false MicrosoftInternetExplorer4 <!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Verdana; p

Komentarze
2008/11/08 01:25:20
W niby szarych czasach PRL produkowano trochę naprawdę dobrych rzeczy, których dziś już nigdzie nie znajdziemy. Paprykarz szczeciński pamiętam, bardziej utkwił mi w pamięci smak Gdańskiej sałatki rybnej - konserwy dość podobnego typu.
-
2008/11/09 00:01:00
ej no zazdroszczę, bo tyle mi już naopowiadałeś, a już mi nie dane będzie tego paprykarzu popróbować.
kurde balans
-
brzucho-moowca
2008/11/09 11:26:35
I ten sakramentalny plasterek cukini pod pokrywką paprykarzu
:::
moją sentymantalną listę otwiera barszcz ukraiński mojej mamy
robiła jeszcze świetny aintopf z brukwi
a smak, który prawie mam na końcu języka
to postny śledź, ziemniaki w mundurkach
i świeżo wytłoczony olej lniany, przynoszony z targowiska Turzyn
doprawiony odrobiną octu i pieprzu
oraz kuch (wysokie ciasto drożdżowe z kruszonką) babci Wandy
-
Gość: jemzadwuch, *.centertel.pl
2008/11/09 13:36:13
a ja paprykarzu nigdy nie lubiłem, a z dzieciństwa to wygrywają gołąbki z młodej kapusty
-
2008/11/11 00:09:13
budyń czekoladowy z rodzynkami w dzieciństwie wszystko bym za niego oddała
-
Gość: mienta, *.sotn.cable.ntl.com
2008/11/12 00:54:53
historia paprykarzu
miasta.gazeta.pl/szczecin/1,40764,1786966.html
tez go kiedys lubilem a jadlem go tylko w tych zlych czasach dla polskiego rybolostwa.
-
Gość: gigi_26, *.b-ras2.lmk.limerick.eircom.net
2010/06/11 21:39:10
Chciałam wszystkim zainteresowanym powiedzieć, że chociaż dawny paprykarz w smaku już nie ten sam to istnieje zastępstwo - przepyszna jest sałatka pikantna z makreli, która po nazwie i wyglądzie na puszce w ogóle nijak się z paprykarzem nie kojarzy, ale dokładnie smakuje jak dawny paprykarz, już po otworzeniu puszki przestajemy mieć obawy - to przepyszne jak dawny paprykarz :)